środa, 30 grudnia 2015

Historia bezimiennego zabójcy.

Tego one-shot'a napisałam rok temu. Umieściłam go na senpuu.net, pod pseudonimem Impassive. Miłego czytania ;)

Zakończę to. Jeden krok. Pół metra. Bez zmartwień. Bez świadków. Więc dlaczego nie mogę się poruszyć? Przecież, pragnę to zakończyć. Nie chcę już cierpieć. Nie chcę już istnieć. Nikomu moja śmierć nie zawadzi. Nikomu na mnie nie zależy. Nie mam dla kogo żyć. Nie mam celów. Nie mam pragnień. Moje marzenia umarły wraz z nią. Z moim zielonowłosym Aniołem. Wszystko, całego siebie, oddałem Annie. Ale jej już nie ma. Zabrali mi ją. A ja wzamian oddałem ich przed oblicze kostuchy.
A miałem już więcej nie zabijać. Obiecałem jej to. Przysiągałem, że moich dłoni nie splami już krew. Zawiodłem. Mimo, że Annie mi zakazała. Umarła na moich rękach, z tą proźbą na ustach.
To właśnie ona, nauczyła mnie żyć. Cóż za paradoks.. nieprawdasz?
Annie pokazał mi, że "słabi" (jak to kiedyś określałem) też zasługują na życie. Że każdy ma marzenia, nadzieje i plany na przyszłość. Mówiła, że nic nie daje mi prawa ich odbierać. Jedynie Bóg tak może. A ja nim nie jestem, choć kiedyś tak sądziłem. Sam siebie uczyniłem 'Bogiem Śmierci'.
Zabawne. A teraz stoję na tą przepaścią i pragnę umrzeć. Jednak nie mogę. Dlaczego? Przecież ona już nie wróci. Już nigdy nie zobacze jej przepięknych złotych oczu, czy nieśmiałego uśmiechu. Może to właśnie przez nią. Mówiła, że każde życie ma wartość. Ale czy napewno? Moje nie ma, przynajmnie ja tak myślę.
Za to jej było wiele warte. W końcu miała zostać przywódcą.  Wszyscy ją kochali, a ja nie mogłem pojąć, dlaczego  wybrała akurat mnie. Zawodowego zabójce. Mściciela bez uczuć. Uciekiniera i wyrzutka. Osobę bez marzeń. Gdyby mnie nie poznała, zapewne byłaby szcześliwa. Miałaby gromadkę dzieci, męża i wspaniałą posadę. Jednak nasze drogi się przecieły. Doskonale to pamiętam. Był wspaniały wiosenny dzień, a w okół kwitły wiśnie. Siedziała sama pod drzewem. Jedno spojrzenie, a moje wyschnięte serce należało do niej. Rzuci na mnie czar, przed którym nawet nie chciałem się chronić. Uśmiechnęła się przepięknie, aż nogi się pod mną ugieły.
Każda chwila spędzona z nią była niczym pożyczka na życie, której nie potrafiłem oddać. Nie miałem dla niej nic w zamian, a ona nic nie chciała.
Mój anioł. Delikatna, ułożona, spokojna, inteligentna, a jednak umiąca postawić na swoim . Urodzona przywódczyni, choć pochodząca  z ubogiej, małoznaczącej rodziny.
Żyła chwilą, a jej jedynym marzeniem był pokój na Ziemi. Chciała świata bez głodu, wojen i zabójstw. A pokochała... Mnie. Zabójce na zamówienie. Została zabita... Przez mnie. Ponieważ, ktoś miał do wyrównania ze mną rachunki. Zginęła.
Annie... to boli. Twoja śmierć wyrywa mi fragmenty skruszonego serca, już od dwóch lat. Nie dam rady. Poległem. Nie chce cierpieć.  Nie spotkam Cię.  Nie trafię tam, gdzie ty. Nie zasługuję na to. Urodziłem się zły i umrę zły. Tylko dlaczego musiałaś za mnie cierpieć, Annie?
Wiem, dlaczego nie potrafie skoczyć. Bo chcesz bym żył. Ponieważ, twoim zdaniem moje życie ma wartość. Nie, to ty byłaś moją wartością.  Oddałem ci wszystko, Aniele. Nie mam już nic. Nawet życia.
Dziękuje Annie. Kocham cię. Mam nadzieje,  że jesteś w dobrym miejscu.
Nadałaś mojemu bezsensownemu życiu cel. Niech moja śmierć będzie zapłatą...

Dziękuję za przeczytanie i przepraszam za błędy. Zapraszam do komentowania. ^^

poniedziałek, 28 grudnia 2015

Przywitanie

Siemeczka ^^, Jestem Elerin. Na tym blogu w najbliższym czasie znajdą się moję opowiedania oraz jednopartówki. Wiekszość z nich dotyczy konkretnych postaci z anime, a niektóre bohaterów istniejących tylko mojej wyobraźni. 
Do zobaczenia wkrótce ;)